7 listopada 2014


Zanim przejdę do rzeczy:
Moje wypieki i desery na każdą okazję
#ten przepis jest trzecim i ostatnim biorącym udział w konkursie "Moje Wypieki". Do wygrania książka Doroty Świątkowskiej, jak wspominałam - jednej z blogerek kulinarnych, które wiele lat temu zafascynowały mnie pieczeniem. Wygrana byłaby dla mnie wielkim sukcesem osobistym :)

Link do książki: 
http://www.mojewypieki.com/info/moje-ksiazki


Ten post będzie.... głęboki. Chałwa temu, kto przeczyta! Nie wiem, czy tylko kobiety tak mają, ale zdarza mi się miewać poważne "doły". Nie są to takie "doły" o jakich słyszy się na co dzień - że brzydka pogoda, dużo do zrobienia, trafiła się gorsza ocena czy chłopak ma jakieś fochy. Nie, to są "doły" związane ze zwątpieniem lub utratą celu życiowego. 

Ciasto, które dziś publikuję, ma wyjątkową historię. Świeżą, ale wyjątkową. Otóż, symbolizuje ono częściowo moje ambicje. A to, jak powstało, jest świetną metaforą mojej ostatniej chwili zwątpienia.

Otóż, jakiś czas temu robiłam puree kasztanowe. Jak w tamtym poście napisałam - długo wyczekiwałam żeby kupić kasztany, a perfekcyjne puree było moim marzeniem, i niejako wyznacznikiem rangi kuchcika - bo to nie jest rzecz, której podejmie się pierwsza lepsza osoba. Zrobiłam je, dumna z siebie, okupując to kilkoma długimi godzinami spędzonymi w kuchni. Jednak nie miałam pomysłu, co z tym dalej zrobić. Sernik? Krem? A może tartę? Zapytałam kilku znajomych, lecz każdy wytypował co innego. Zdałam się więc na siebie, nie kierując się niczyją opinią. Po kilku dniach, gdy zebrałam wszystkie składniki do sernika, otwieram słoiczek z puree...

A ono sfermentowało. Byłam zdruzgotana. Kasztany, prawdę mówiąc, należą do drogich rarytasów, a zrobienie z nich puree bardzo podrażniło moją atopową skórę. Tyle godzin, tyle zdrowia, siły, pieniędzy poświęcone na marne. 

A teraz zapomnijmy o kasztanach, tartach, sernikach i innych słodyczach. Od kilku lat moim największym marzeniem było zostać lekarzem. Nie wiedziałam przed sobą innych perspektyw przyszłej kariery, po prostu wiedziałam, że chcę to robić, i to do mnie pasuje najlepiej. Pomaganie ludziom, niesienie im ulgi, bo każdy potrzebuje kogoś, kto otoczy go opieką. A lekarz o dobrym sercu to skarb na wagę złota. Co prawda ze studiami wyszło tylko połowicznie, bo nie dostałam się na kierunek lekarski, jednak studiuję na WUMie, moim medycznym kasztanowym puree. Kasztanowym puree, które sfermentowało, bo zaczęłam się bać o przyszłość. Straciłam pewność siebie, przestałam wierzyć w to, że podołam wyznaczonemu przez siebie celowi. W końcu bycie lekarzem to szereg wyrzeczeń i lata poświęcenia pracy. A gdzie rodzina? Jakieś własne zainteresowania? A kiedy ja znajdę czas na longboard? A co jeśli o studiach w Szwecji mogę sobie co najwyżej pomarzyć...

Pech chciał, że w czasie zbiegło się wiele zdarzeń pogarszających moje załamanie. Moja choroba, ktoś mówił o gorszych wynikach badań, jakieś niedopowiedzenia, bezsensowne kłótnie taty, a wszystko duszone było gdzieś tam w koniuszku serca. Jak już wspomniałam, warto mieć jakieś wsparcie, szczególnie w takich chwilach.

I mój człowiek wsparcie też się ujawnił. Wsparł. Pokazał, że czasem nawet sfermentowane kasztany mogą być małym krokiem do czegoś wielkiego. Że puree to nie lada osiągnięcie. Że zamiast sernika można upiec tartę i zostać tym lekarzem i mieć rodzinę jednocześnie. A jak tarta się nie uda, to zostaje jeszcze krem i morze możliwości.

Coś mi się zdaje, że już wyczerpałam dzienny limit miłych słów dla tego Pana :) Przedstawiam Wam zatem Tartę Kasztanową, jako pierwszy owoc mojej zdwojonej energii do samorealizacji. Ciasto bez okazji, nafaszerowane pozytywną energią i sentymentami !


Tarta Kasztanowa
dla Waszego człowieka-wsparcie.
(śmiało, odwdzięczcie im się czasem)

Składniki:
kruchy spód
  • 80g masła
  • 0,5 łyżeczki miałkiej soli
  • 25 ml zimnego mleka pełnotłustego
  • 125g mąki
  • 1 łyżka ulubionego likieru (ja dodałam likier tiramisu)
  • 1,5 łyżki cukru pudru
masa truflowa
  • 1 porcja kasztanowego puree (z 0,5 kg kasztanów)
  • 300g ulubionej czekolady (jednak nie polecam używać samej mlecznej, kasztany są słodkie)
  • 400g szklanki śmietanki kremówki
  • 1 łyżka cynamonu
  • bita śmietana
  • 2 gruszki
Przygotowanie:

  • Ciasto (należy je przygotować wcześniej, aby się schłodziło): Zagnieść wszystkie składniki na ciasto, wstawić do lodówki na 2 godziny. Po schłodzeniu przełożyć do formy na tartę i wyrównać brzegi. W cieście porobić widelcem dziurki. Piec 15-20 minut w temperaturze 180 stopni. Pokroić gruszki i położyć je na spodzie ciasta. Piec jeszcze 10 min w tej samej temperaturze (jeśli będzie za bardzo zarumienione, gruszki można przygotować oddzielnie - rozdrobnić w blenderze i podgrzać w rondelku, po czym posmarować musem spód). Po wyciągnięciu z piekarnika pozostawić do ostygnięcia.
  • Masa truflowa: Czekoladę rozpuścić na parze, ostudzić do temperatury zbliżonej do pokojowej. Śmietankę ubić na sztywno, po czym dodawać porcjami puree z kasztanów i cynamon. Na koniec zmieszać z również dodawaną porcjami czekoladą. Masę przelać na spód tarty. Wstawić do lodówki na 2h. Podawać schłodzone z bitą śmietaną. 

6 komentarzy :

  1. Wow, tarta robi wrażenie. Też mam czasami takie dni. Aż szkoda gadać... Dobrze, że wszystko już gites :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęka opada! Kasztanów jeszcze nie jadłam, czas spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są pyszne, chociaż bardzo intensywne w smaku. Jednak są bardzo uniwersalne, jak dynia - można je jeść na słodko i na słono, a także w postaci "surowej", tylko po obróbce cieplnej ;)

      Usuń
  3. Zastanów się dobrze nad rzucaniem studiów. Ja moje rzuciłam, i teraz żałuję. Nie wiem, gdzie bym była, gdybym jednak je skończyła, ale wiem, że miałabym mnóstwo dodatkowych możliwości. A tak wszystko muszę zaczynać od nowa...
    Tarta wygląda fantastycznie, jestem pewna, że smakowała wybornie :)

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś? Zrobiłeś? Zostaw mi wiadomość :)